PECTUS.pl - Klatka Piersiowa Lejkowata, Klatka Piersiowa Kurza, Pectus Excavatum, Pectus Carrinatum
Październik 20, 2019, 01:31:11 *
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Aktualności:
 
   Strona główna   Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja  
Reklama
Strony: [1]
  Drukuj  
Autor Wątek: Ravitch (od przyjęcia do wypisu) -> Kraków, szpital JP2  (Przeczytany 3990 razy)
malinka
Newbie
*

Reputacja: +1/-0
Wiadomości: 29


Zobacz profil Email
« : Czerwiec 01, 2010, 10:40:20 »

Poniedziałek 24.05.2010

Zaczyna się nieco nerwowo, bo przyjmowanie nowych pacjentów bardzooo się wlecze. Chyba z godzinę w kolejce czekałam. Ale się doczekałam. Na szczęście nie byłam jedyną osobą, która nie otrzymała od lekarza prowadzącego skierowania na oddzial hihi ale było moje nazwisko w "czarnym zeszycie".. Formalności, pare autografów i.. sruuu... na 1sze piętro na oddział.
Pokoje 3osobowe. Przydział łóżka, przebranie się w strój nocny i zaraz do zabiegowego:
EKG serducha, założenie wenflonu (później najwięcej jednorazowo miałam 3), rozmowa z anestezjologiem, lekarzem prowadzącym -  dr Janusz Warmus - spacer do innego budynku na prześwietlenie (wracałam  w ulewie..). aaa ii kielich z czymś na... byłam częstym goście m w WC :/
Otrzymałam "ichniejszą pidżamkę" (z rozporkiem? to damskch nie ma??... głupia ja.. na intensywnej terapii szybko zrozumialam po co owy rozporek... domyślcie się Mrugnięcie ).
Przyszedł pielęgniarz, w WC kazał się od pasa w górę rozebrać (tak od razu?? ee.. ja nie z tch Język )..   i wypaćkał mnie czymś śmierdzącym - dezynfekcja.
Później kazali spakować rzeczy do 2 worków: do małego tylko to co można na intensywną zabrać (szczoteczka, pasta, ręczniki, mydło, kubek); duży worek wędruje rano do magazynu a mały trafi za mną. Obiad i kolację mozna wszamać  - ale lekkostrawną wersję. Wieczorem zastrzyk przeciwzakrzepowy), tabletka nasenna (do zażycia kiedy się chce). Magiczna piguła Chichot

Wtorek 25.05.

Obudziłam się wyspana o.. 4 rano.. Mycie uzębienia i łóżeczko znowu. Później 2 kroplówki, 1/2 tej magicznej piguły nasennej (zero stresu, błogośc ;-) )
O 7.20 na wózek, do windy, na salę operacyjną. Wstrzykiwanie antybiotyków itp. Maska na twarz,  2 wdechy i..

Po 13.30-tej budzę się na intensywnej terapii (pozdrawiam obie pielęgniarki Anety i rehabilitanta  :]  ).
Jak przez mgłę widzę postać mojej rodzicielki. Nie mam sily na dłużej oczu otworzyć ale jestem przytomna. Robię minimalne wdechy żeby mniej bolało (ale do zniesienia). Słyszę rozmowę pielęgniarek, że kiedy do końca się ocknę, to podadzą coś mocniejszego na ból. W  sekundę miałam oczy szeroko otwarte Uśmiech Zasypiam.
Budzę się wieczorem. Zaczyna bolec ale pod prawą łopatką (??). Dostaję dożylnie więcej znieczulacza. Wołają lekarza żeby mi dren obsunął niżej - bo to on uwierał. I od razu ulga Chichot

Środa 26.05.

Rano słyszę rozmowę pielęgniarek na temat mioch blizn: " jak po operacji powiększenia piersi wygląda". Chichot Potem obchód lekarzy, kilka pytań o samopoczucie. Sen. Pielęgniarka mówi co mam robic zeby usiąść.. eee nic nie boli tylko lekki zawrót w głowie. Kładą mi cuś pod plecy, każą wdech głęboki zrobić (ha ha ha .. ) i kolejne prześwietlenie klaty gotowe.
Później sen w 70%. Dwa kęsy obiadu. Kilka sesjii z rehabilitantami (ćwiczenia oddechowe), a wieczorem wstaję z małą pomocą przy łóżku (o kroku nie ma mowy bo to okablowanie łączące mnie z tymi wszystkomi czujnikami, dreny - tylko 2).
Popołudniu pielęgniarka mówi, że jeszcze nie trafię na oddział, bo tam łóżka wolnego nie ma jeszcze. Wiadomość mnie.. cieszy hihi, bo jakoś mi tam dobrze było. Wieczorem pomagają mi się umyć.
I znowu.. sen.

Czwartek 26.05

1.15... Moja pielegniarka mnie budzi i przeprasza, że o tej porze i tak w pośpiechu ale.. muszę się ewakuować na oddział bo właśnie kogoś z operacji wiozą. A jako "najzdrowsza pacjentka na intensywnej".. sama rozumiem i.. śmigam na wózek, do windy i do nowego łóżka (eee.. to ono nie ma pilota do ustawiania pozycji??? :/  ). Śpię. Śpię większość dnia - z przerwmi  na wc (muszę z eskortą chodzić, bo to co pod łopatką uwierało kończy się skrzynią stojącą na ziemi, a ja nosić  i schylać się nie mogę).

Piątek 27.05

Wyciągają mi to co częścią skrzyni jest i... ale to niesamowita wolność do wc móc bez pomocy iść... Mrugnięcie Zaliczyłam kilka rund po korytarzu i.. tak.. bez nowści - głównie sen i TV, muzyka  (czytać nie mogłam bo od razu zasypiałam i 3 razy musiałam 1ą stronę czytać żeby wątku nie zapomnieć... hmmm)..
Kolejne prześwietlenie: sama trzymam tę płytę przy piersiach (stoję), wdech i.. koniec.
Wieczorem tradycyjny zastrzyk przeciwzakrzepowy (w ramię lub brzuch) i kto chce dostaje te magiczną pigułę nasenną (polecam Mrugnięcie...).
Większość pacjentów wchodzi na weekend do domku. Ja i moja współlokatorka (zajefajna starsza Pani), to jedyne kobiety w pidżamach na oddziale. Reszta to panowie.

Sobota 28.05

Ordynator wyjmuje mi tę ostatnia rurkę (mniejszy kaliber), a pojemnik nosiłam w kieszeni Chichot
W zasadzie poza sennościa czuję się OK.. mogę do domu?? Mrugnięcie
Mniej snu, więcej TV, kawa Chichot, spacerki, kilka wyjść na taras (każdy pokoik ma z wc wyjście na wspólny taras).. nudyyy..

Niedziela 29.05

Jak sobota.. ale kawa na tarasie wypita Chichot
Potwierdzenie: wychodze w poniedzialek.

Paskuda zniknęła, nie bili, jestem samodzielna - tylko z pozycji leżącej sama nie umiem się podnieść. Z półleżącej bez problemu Chichot
Za tydzień zdejmowanie szwów w przychodni. Za miesiąc wizyta kontrolna.
Aaaa.. wizyty gości na intensywnej są od 15.00 do ok 18.00 (tylko 1 osoba jednorazowo może wejść).
Na oddziale: od rana do wieczora, bez limitu gości Mrugnięcie
Pozdrawiam i.. ale się rozpisałam.. 8-O




 
Zapisane
Janirka17
Newbie
*

Reputacja: +3/-0
Wiadomości: 45


Zobacz profil Email
« Odpowiedz #1 : Czerwiec 03, 2010, 11:07:31 »

Malinka, cieszę się że już jesteś po! Uśmiech Bardzo fajnie opisałaś swoje przeżycia, ja swoje opiszę w październiku:)
a powiedz mi, czy masz tam jakiś drut czy cuś? Bo tu straszą że takie dziwne rzeczy wkładają pod mostek Uśmiech
Pozdrawiam mocno!:)
Zapisane
malinka
Newbie
*

Reputacja: +1/-0
Wiadomości: 29


Zobacz profil Email
« Odpowiedz #2 : Czerwiec 03, 2010, 11:35:02 »

Nie, nie mam włożonej tej blaszki. Nie dopytywałam się dokładnie ale chyba ta złamana część mostka w moim przypadku mogła być jakby przyszyta do górnej kości mostka (która nie była zapadnięta). W miejscu złamania i podniesienia kości włożyli kawałek pobranego żebra, żeby stanowił jakby "klin" dla ustabilizowania nowej pozycji. Może dlatego, że poza złym ułożeniem kości mostka nie były zniekształcone? W każdym razie wszystko się trzyma na swoim miejsciu Mrugnięcie (choć i tak ranek zaczynam od.. sprawdzenia czy nic nie klapło Mrugnięcie). Szybko mi się to goi. Jeszcze wczoraj  dość bolało podczas śmiania się a dziś już tylko  troszeczkę. No i czucie w skórze mostka i piersi jeszcze nie wróciło.
U mnie żebra tylko minimalnie po lewej str. wystawaly więc po podniesieniu tej kości wszystko wygląda ok.
Pozdrawiam!! Uśmiech
Zapisane
Strony: [1]
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.15 | SMF © 2006-2007, Simple Machines Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!
money lender - bilety autokarowe sindbad - tłumaczenia msds - bramy garażowe lublin, bramy lublin - Puszczanie kota samopas: przestępstwo czy powinnoś